Podziel się, , Google Plus, Pinterest,

Drukuj

Opublikowano w:

Przemek Krawczyński i jego lampy Calabarte

Nazwa „Calabarte” – będąca połączeniem słów „calabash” (tykwa) i „art” – jest dziś znana wszystkim miłośnikom luksusowego rzemiosła. Choć obecnie ceny lamp Przemka Krawczyńskiego dochodzą na świecie do 20.000 dolarów za sztukę i znajdują nabywców o razu po wystawieniu ich na sprzedaż, droga do tego pułapu trwała osiem lat i kosztowała wiele wyrzeczeń.

Wszystko zaczęło się w 2009 roku, kiedy to Przemek Krawczyński (1983) z Łodzi otrzymał od swojej mamy zdrewniały owoc tykwy, z którego postanowił wykonać dla siebie lampę. Była prosta i w niczym nie przypominała dzisiejszych, nieprawdopodobnie skomplikowanych i precyzyjnych lamp inspirowanych fraktalami i geometrią, ale to ona zaszczepiła w Krawczyńskim pasję, która stała się sposobem na życie.

Zgłębianie gry światła i sposobu, w jaki może ono przemienić zwykłe pomieszczenie w luksusowe, hipnotyzujące wnętrze, stało się jego największą pasją. To zamiłowanie trafiło zresztą na podatny grunt: artystyczne inklinacje połączone ze ścisłym umysłem i kierunkowym wykształceniem. Krawczyński studiował budownictwo na Politechnice i pracował w studio architektonicznym. Jego wieloletnie zainteresowanie geometrią i pracami takich artystów, jak M.C. Escher oraz wyjątkowa precyzja okazały się nieoczekiwanymi sprzymierzeńcami w przemienianiu jego artystycznych wizji w ekskluzywną sztukę użytkową.

W 2010 Krawczyński postanowił postawić wszystko na jedną kartę i rzucić dotychczasową pracę oraz studia, by móc całkowicie oddać się doskonaleniu swojego rzemiosła. Niedługo potem odbył podróż do Senegalu, skąd przywiózł swoje pierwsze, okrągłe, afrykańskie tykwy. Odtąd to ta odmiana staje się jego ulubioną i materiałem, na który przenosi ręcznie swoje geometryczne, fraktalne, skomplikowane projekty wzorów.

Od samego początku do końca, każda lampa jest precyzyjnie projektowana i wykonywana tylko jego rękami. Każdy jeden projekt jest nanoszony z matematyczną precyzją wprost na tykwę przy użyciu geometrycznych siatek pomocniczych, figur matematycznych, a często i wzorów. Liczy się wszystko, nawet stosunek powierzchni rzeźbionych do tych, które będą perforowane i będą rzucać światło. To gwarantuje harmonijny i spójny wzór, który zapewni piękną grę światła. Grubość tykwy waha się od 0,5 cm do 1 cm; mimo, że powierzchnia lampy jest tak cienka, a czasem trzeba ją pokryć nawet 30.000 otworów o średnicy mniejszej, niż 0,8 mm, podczas swojej pracy Krawczyński nie pozwala sobie na popełnienie najmniejszego błędu.

W takich okolicznościach, wykonanie jednej lampy Calabarte zajmuje około 4 m-cy. Z tego powodu, każdego roku pojawiają się jedynie trzy lampy na sprzedaż, co czyni je obecnie jednymi z najbardziej wyczekiwanych obiektów sztuki użytkowej. Żelazną zasadą Krawczyńskiego jest nigdy nie powtarzać wzorów już powstałych lamp. Dzięki temu nie tylko każdy nabywca ma pewność, że jest właścicielem unikatu, ale przede wszystkim każda kolejna jest nowym wyzwaniem i zmusza jej twórcę do ciągłego rozwoju.

Nieprawdopodobna precyzja i niepowtarzalne efekty świetlne lamp Calabarte zostały docenione przez koneserów na całym świecie, których zachwycają nie tylko nocne efekty świetlne, ale także kunszt czyniący z nich ekskluzywne rzeźby za dnia. Lampy Polaka dotarły już m.in. do Rosji, Arabii Saudyjskiej, Meksyku, Rosji, USA, Kanady, Wietnamu czy Malezji. Choć początki marki były trudne, wiązały się z ogromem wyrzeczeń i wieloletnim brakiem płynności finansowej, dzięki nieprzerwanemu doskonaleniu się Krawczyńskiego z biegiem czasu o lampach Polakach zaczęły również pisać największe magazyny designerskie oraz portale poświęcone sztuce.

Mimo rosnącego zainteresowania, Krawczyński nie zamierza jednak zwiększać produkcji, a jakość wykonywanych lamp, ponieważ to nieustanny rozwój jest tym, co najbardziej motywuje i inspiruje go w jego pasji.

Podziel się, , Google Plus, Pinterest,

One Comment

Skomentuj

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.